Łatwiej ubrać czy wyżywić?

Jak jest u Was?

O mnie od zawsze mówili, że to pierwsze jednak. 😉

Bo ja od zawsze uwielbiałam jeść. Jedzenie jest tak wspaniałą przyjemnością, tak WSPANIAŁĄ, że nie wyobrażam sobie być na diecie. I nigdy nie byłam. Uwielbiam wszystko! No może oprócz wątróbki (zjem, ale nie jest moją ulubioną potrawą) i oprócz flaków (bleee.... nigdy nie próbowałam, ale bleee i koniec!)

I - jak już wspominałam - jak szłam na pierwszą operację, to bardziej niż narkozą i samą operacją martwiłam się tym, że będę musiała być na czczo...

Także stąd te moje wszystkie dziwne zachowania jeśli chodzi o ćwiczenia fizyczne - bieganie, squash, rowerki i Chodki. Skoro ja i dieta rozchodzimy się na dwa różne bieguny świata, to trzeba sobie radzić inaczej.

Teraz jest trochę trudniej. Noga już lepiej i jak mi najgorsze od dupy odeszło, to zaczyna mnie nosić, a jak wiadomo - jeszcze długo przyjdzie mi omijać sport. Z wielkim żalem poskładałam dziś swoje sportowe ubranko i schowałam do szuflady. Poczeka na lepsze czasy.

Bo właścicielka jest obecnie zajęta głównie leżeniem na kanapie i obżeraniem się.

Jakoś tak dziwnie się składa, że jak się leży i nic nie robi, to paradoksalnie jeść chce się więcej. Niby nie potrzebuję, bo przecież nic nie spalam, ale jednak łażę od pokoju do kuchni i z powrotem i SZUKAM.

Wczoraj znalazłam stare cukierki czekoladowe, a przedwczoraj suszoną żurawinę. Co za radość! 🙂

A dziś - pełna rozpusta.Chłopaki z pracy (razem z jedną kumpelą) przyjechali do mnie w południe na kawkę. I przywieźli domowej roboty ciasto! Całą blachę. :-DNo i jak, JAK tu mniej jeść?

Wczoraj, w ramach swoich przeróżnych i przedziwnych programów w tv, Tygrys oglądał jeden, w którym m.in. dzieci musiały chodzić kilka dobrych kilometrów do szkoły, a jeden taki chłopek przechadzał się po długiej linie wysoko nad przepaścią, aby zdobyć coś do jedzenia.- Nooo.... jakbym musiała przejść taką drogę po żarcie, to może, MOŻE wtedy byłaby szansa na to, że będę jeść mniej - skomentowałam w zadumie.Tymczasem, jako, że droga do mojej lodówki jest wyjątkowo łatwa, a i chodzę już całkiem sprawnie, pozostaje mi trzymać się następującej zasady:

😉

Ps. Z tym ubraniem to też nie do końca, bo w ostatnich latach kupuję ich całkiem sporo. Nawet teraz, leżąc z nogą na poduszkach, zakupiłam dwie sukienki. Tygrys zaczyna się krzywić, ale przecież ja muszę jakoś w tej pracy wyglądać. Jak już do niej wrócę oczywiście. 

A wczoraj, jako że już mnie porządnie nosiło, wyszłam w końcu z domu i pojechałam po jedną sukienkę do galerii (na stronie wykupili mój rozmiar). Dziś chłopaki zapytali na wejściu:

- I jak się czujesz? Jak noga?

- Jaka noga! Ona udaje! - oburzył się Tygrys. - Wczoraj pół dnia po sklepach latała. Jak przychodzi do zakupów, to nic ją nie boli, NIC. Zdrowiuteńka! 😉

E tam... Nie pół dnia, nie pół dnia. Może dwie godzinki mnie nie było. 🙂

Cóż. Pan doktor wyraźnie zalecił - jak nie boli, chodzić!

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *